Sprzęt / Treningi

Ubrałam się na cebulkę i pobiegłam prawie cała usztywniona ;)

Kiedy temperatura powietrza spada poniżej zera staje się ono gęstsze i wygląda jakby falowało. Dokładnie tak samo jak w upalne dni. Kiedy jest zimno trudniej jest też zebrać się w sobie, aby włożyć dres i pobiegać. 

Bo tak naprawdę problem nie leży w tym, że się nie chce lub jest za zimno. Najmniej przyjemne w tym wszystkim jest dobranie właściwego ubioru oraz sam fakt ubierania się. Bo niestety trzeba nałożyć na siebie kilka warstw różnych koszulek, bluzę, czapkę i czegoś co zabezpieczy szyję, policzki i oczywiście nos. Zasada jest taka sama jak podczas ubierania się w chłodne dni: NA CEBULKĘ.

Dzisiaj to bieganie wszyło całkowicie  spontanicznie. Wieczór zaplanowałam z herbatą pod ciepłym kocykiem, a wyszło inaczej. Przynajmniej się dotleniłam. Poza tym lubię takie mroźne powietrze. Hartuje nie tylko ciało ale i ducha.

To co mogę polecić na takie zimne dni to kominiarka. Może wygląda się w niej idiotycznie, ale wygoda jaką zapewnia jej noszenie i ciepło jest po prostu nieocenione. Żaden buff lub komin nie jest w stanie zapewnić takiego komfortu – bo po pierwsze wiele z nich jest zbyt cienka na tak niskie temperatury, po drugie zawsze się gdzieś ściągają lub obsuwają.

Nie mam niestety zdjęcia, bo selfocia z rąsi mi nie wyszła. Talentu do tego nie mam totalnie. Ręka drżała mi zbyt mocno, aby zrobić w miarę czytelne zdjęcie. To co wyszło nie nadaje się do pokazania nikomu.

Nie trzeba kupować jakiejś szczególnie drogiej. Wystarczy taka, którą się wkłada pod kask narciarski. W Auchan są teraz takie za 10 zł.

Bieganie w niskiej temperaturze jest chyba najlepszę motywacją do utrzymania szybszego i jednostajnego tempa – przynajmniej dla mnie. Zwalniając, organizm bardzo szybko wychładza, co jest nie tylko mało komfortowe, ale i niebezpieczne dla zdrowia. Więc się biegnie utrzymując stałe tempo i temperaturę ciała.

Taka niska temperatura jest chyba też mało komfortowa dla mojego zegarka, który przez pierwsze 2 kilometry odmawiał posłuszeństwa. Dopiero jak go porządnie otuliłam GPS się wczytał. Do tej pory takich problemów mi nie sprawiał.

To dzisiejsze bieganie to tylko przedsmak tego co się będzie działo w niedzielę w Wieliszewie. Tylko tego dnia ma być jeszcze zimniej. Poproszę więc o koksownik na mecie, bo wszyscy posztywnieją 😉

Reklamy

4 thoughts on “Ubrałam się na cebulkę i pobiegłam prawie cała usztywniona ;)

  1. Brawo bieganie po śniegu i w niskiej temp to naprawdę fajna sprawa;-) Szczególnie jak się mija ludzi naubieranych jak Eskimosy, a człowiek śmiga w dresie;-P

  2. To prawda. Ale tak sobie pomyślałam, że rozbieranie jest chyba gorsze – bo wszystko mokre i trzeba się nieźle nawyginać, aby to wszystko z siebie zdjąć. No i później cała pralka do prania gotowa 😉

  3. też jestem zdania, że najciężej się wygrzebać! zwłaszcza teraz, kiedy trzeba założyć na siebie praktycznie wszystko co mamy zarezerwowane jako ubrania sportowe:) ale frajda z pobiegania zawsze rekompensuje trud wyjścia:) Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s