Treningi

Ja po prostu lubię biegać

Nieraz się zastanawiam po co to wszystko? Wielu znajomych się pyta, co ja z tego mam? Mama mówi, że się przemęczam. Zewsząd ciągłe pytania o to bieganie. A kiedy patrzę się na to jak wygląda ono w moim wydaniu i porównuję je z aktywnością innych osób, to odnoszę wrażenie, że się po prostu lenię.Nie wiem skąd ci wszyscy biegacze mają tyle czasu na treningi – 5 razy w tygodniu, rano, wieczorem, po południu, przed południem. Do tego taka ich aktywność na blogach, facebooku, itp. Patrzę się na siebie i nie potrafię tego zrozumieć. Ja pracuję, zajmuję się domem, robię zakupy, gotuję i czasami bywa, że po powrocie do domu nie mam sił na nic. Energię mam wtedy tylko na przełączanie kanałów w telewizji. Nie mam nawet czasami ochoty włączać komputera po całym dniu patrzenia się w jego monitor, żeby napisać coś na blogu.

Ja się chyba nie nadaję do dzisiejszego świata. Męczy mnie ten wieczny pęd – tak naprawdę nie wiadomo za czym. W przypadku biegania – ciągły pęd za biciem swoich życiówek. Dzisiaj ten, kto nie łamie 40 minut na 10 km, 1 h 30 minut w półmaratonie, czy nie zejdzie poniżej 3 godzin w maratonie w środowisku biegaczy powoli staje się nikim. Bo o czym z nim rozmawiać?

Podczas niektórych biegów dekoracje zwycięzców czasami odbywają się zanim do mety dotrze ostatni zawodnik. Jak on się wtedy czuje, kiedy już nikt na niego nie czeka?

Hardcorowy biegacz

Do tego media, które kreują taki właśnie wizerunek biegacza. Ostatnio przeczytałam, że przebiegnięcie przez nowicjusza 5 km w czasie 30 minut to żaden wysiłek. Chyba autor zapomniał, jak sam zaczynał biegać i że przebiegnięcie tych 5 km do najłatwiejszych wcale nie należy.

Gdzie w tym wszystkim jest radość, którą daje bieganie, która jest tak reklamowana. Ja na szczęście jej nie zgubiłam i chyba mi to nie grozi. Lubię biegać i będę to robić nadal. Nie oznacza to, że nie będę stawia przed sobą nowych wyzwań, bo prawdą jest to, że ciągłe bieganie takich samych dystansów, po tym samym chodniku może po prostu się znudzić.

Bieg na szczyt, półmaraton i rzeźniczek

Dlatego jutro biegnę na Szczyt biurowca Rondo I. Do pokonania będzie 836 schodów. Boję się jutrzejszego dnia, bo nie wiem jak zareaguje mój organizm na taki wysiłek. Ale jakoś dam radę.

Za dwa tygodnie Półmaraton Warszawski. Jeśli przestanie mnie boleć ramię, będzie dobrze. Przyczepię się do pacemarkera i postaram się ten dystans przebiec w 2 godziny. Za 3,5 miesiąca najważniejszy mój bieg w 2014 roku, czyli Rzeźniczek – ponad 26 km po górach.

To będzie mój pierwszy bieg górski i mam do niego duży szacunek. Dlatego staram się sporo biegać, chodzić po schodach, robić dużo podbiegów. Ćwiczę nogi, brzuch, plecy, ręce – czyli wszystko i po dwóch miesiącach czuję, że są dużo mocniejsze. Mam nadzieję, że uda mi się ukończyć Rzeźniczka z uśmiechem na twarzy, że nogi nie odmówią mi posłuszeństwa a w płucach nie zabraknie powietrza. To w jakim czasie to się stanie, nie ma największego znaczenia. Chcę go po prostu dobiec do mety.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s