Imprezy biegowe

Tupot ponad dwudziestu tysięcy kolorowych butów

Grupowe zdjęcie tuż przed startem

Grupowo-przyjacielskie zdjęcie tuż przed startem. Pogoda w dniu startu dopisała – było piękne słońce, ale temperatura była idealna do biegu

Ten głos słyszę w głowie jeszcze dzisiaj, a uderzające o asfalt buty szczególnie wyraźnie słychać było w tunelu pod Wisłostradą i tuż po wybiegnięciu z niego. Na linii startu 9. Półmaratonu Warszawskiego stawiło się ponad 11 tys. osób. Dużo. Powiedziałabym, że nawet bardzo dużo. 

Taka ilość ludzi na starcie sprawia, że bieg nabiera szczególnego charakteru. Rzekłabym nawet, że doprowadza do pewnego rodzaju ekscytacji i podniecenia. Na starcie, obok starych wyjadaczy, dla których półmaraton jest tylko rozgrzewką, stanęło wielu nowicjuszy – dokładnie takich jak ja, którzy byli już na starcie byli dumni z tego, że podjęli wyzwanie.

Prawie debiut

Co prawa mój pierwszy półmaraton mam już za sobą, ale to ten niedzielny uważam za debiutancki.  W Augustowie podczas biegu skręciłam kostkę i bieg ukończyłam marszem. Nie do końca wiedziałam więc, jak będę się czuła w niedzielę. Co prawda przygotowywałam się do niego od początku stycznia robiąc długie wybiegania, tempówki, interwały i podbiegi, ale treningi to nie to samo co zawody.

Na starcie spotkałam Jerzego, z którym postanowiłam przebiec ten półmaraton. On jako doświadczony już biegacz niewątpliwie służył mi wsparciem – miałam z kim rozmawiać, no może raczej prowadzić monolog. Razem tak biegliśmy do 17 kilometra po czym go zostawiłam. Taka ze mnie koleżanka. Niewdzięczna. Zrobiłam to tylko dlatego, że miałam obawy przed tym, że jak przejdę do marszu, to pojawi się problem z nogami, które na 17 kilometrze zachowywały się jak sprężynki i wytracenie tego ruchu i tempa spowodowałoby w moim przypadku to, że nie byłabym już w stanie dalej biec.

Równe tempo – najważniejszy cel osiągnięty

Stanęłam na starcie bez konkretnie określonego celu czasowego. Nie byłam nawet w stanie tego zrobić, nie mając za sobą przeszłości półmaratońskiej. Chciałam ten półmaraton po prostu przebiec równym tempem – tak, abym nie musiała robić przerw na marsz. No i udało się. Czas nie był mnie najważniejszy, być może właśnie dlatego udało mi się utrzymać stałe tempo na całym dystansie bez konieczności robienia nerwowych ruchów.

No i udało się. Ani razu nie przeszła mi przez głowę myśl, że nie dam rady, że muszę przejść do marszu. Biegłam równym tempem (ok. 6,08 minuty na kilometr), szybszym niż podczas moich wieczornych wybiegań. A na ostatnich trzech kilometrach – zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy – przyspieszyłam osiągając tempo poniżej 6 minut. Cały czas czułam, że biegnę jeszcze z zapasem sił. Więc pewnie gdybym odrobinę przyspieszyła, do mety dobiegłabym o kilka minut szybciej. A tak osiągnęłam czas 2:2:18.

Rozciąganie pomogło, po biegu w ogóle nie bolały mnie nogi

Tuż po zakończeniu biegu postanowiłam lekko rozciągnąć nogi i mięśnie pleców. To ważny element każdego biegu. Być może dzięki temu nogi mnie nie bolały i nie bolą

Szczęśliwa, że za chwilę już meta

Szczęśliwa, że za chwilę już meta, i wtedy tak naprawdę przyspieszyłam

czirliderki

Doping na medal. Warto o tym napisać, bo punkty kibicowania to naprawdę energetyczne momenty na trasie. Było ich sporo. A te, które zapamiętałam to: orkiestra policyjna pod Pałacem Prezydenckim, chór gospel w tunelu pod Wisłostradą, grupa grających leśników (dokładnie nie wiem jak ich nazwać) w Łazienkach, ksiądz z kropidłem na podbiegu przy Agrykoli skutecznie odwracał uwagę od górki, czirliderki tuż przed metą, które wyglądały tak, że niejeden chłopak pewnie z wielką chęcią by w tym miejscu skończyłby już bieg.

To był niesamowity widok, kiedy idąc z Kingą w kierunku centrum Mostem Poniatowskiego mijaliśmy się z ostatnim zawodnikiem biegnącym na kulach w asyście Pokojowego Patrolu, Policji, lekarzy. To jakie brawa zebrał xxxx zapewne było dla niego największą wygraną. Taki aplauz naprawdę daje energii na długi jeszcze czas. Poza tym wielkie ukłony za włożony wysiłek, bo ten człowiek pokazał że ograniczenia są w naszych głowach. I wystarczy chcieć. Nie ważne jak.

Ostatni zawodnik półmaratonu i wielki szacunek dla niego. To był niesamowity widok, kiedy idąc z Kingą w kierunku centrum Mostem Poniatowskiego mijaliśmy się z ostatnim zawodnikiem, który biegł na kulach w asyście Pokojowego Patrolu, Policji, lekarzy. To jakie zebrał brawa było zapewne dla niego największą wygraną. Taki aplauz naprawdę daje energii na długi jeszcze czas. Poza tym wielkie ukłony za włożony wysiłek, bo ten człowiek pokazał że ograniczenia są w naszych głowach. I wystarczy chcieć. Nieważne jak.

Maraton w liczbach:

  • Liczba zawodników zgłoszonych do startu w imprezie: ponad 15 000
  • Liczba nadanych numerów startowych: 12 937
  • Liczba zawodników na starcie: 11 215
  • Liczba zawodników, którzy ukończyli bieg: 11 149

Autorem zdjęć jest Jacek Bajorek, który niestety nie mógł pobiec, ponieważ uszkodził ścięgno Achillesa. Ale odegrał tego dnia równie ważną rolę. Udokumentował ten dzieli wielu osobom, które bez wątpienia nie miały by tylu zdjęć. Dziękuję!

PS. Ja jestem zadowolona z niedzielnego biegu. Jarek pobił swoją życiówkę i jest z siebie dumny. A Luis z czasem 1:33 uważa, że pobiegł źle 🙂

A na koniec jeszcze synchronizaca zegarków

A na koniec jeszcze synchronizacja zegarków przed startem. Ja mam jeden ze starszych modeli Garmin Forerunner 10, ale jak na moje możliwości i potrzeby w zupełności mi wystarcza

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s