Imprezy biegowe

Obtarcia, krew i siniaki, czyli pamiątki po Runmageddonie

runmageddon-rekrut-1

Pod błotem nie widać, ani otarć, ani siniaków, fot.: Jacek Bajorek

Tak się prezentuję po niedzielnym starcie w Runmageddon Rekrut. Zresztą to obiecywał organizator. Miał być jeszcze pot, którego dzisiaj nie było, bo ciągle padał deszcz.

Sobotni uczestnicy Runmageddona mieli piekielnie wysoką temperaturę i mocno grzejące słońce. My, w niedzielę, mieliśmy porządne ulewy. I nie wiem co było gorsze. Jednak intensywne opady deszczu nie popsuły nikomu humoru.  I tak ostatecznie na metę każdy przybiegał mokry i ubłocony od stóp po głowę.

Pierwsze 500 m metrów po starcie biegliśmy praktycznie na oślep, bo padający deszcz zacinał w oczy. No i chyba padał grad. Ale już nie pamiętam.

Bieg dla znudzonych bieganiem po ulicy i szukających wrażeń

Nie brałam jeszcze udziału w takim biegu z przeszkodami. Tym bardziej cieszę, się mogłam się przekonać jak to jest. Dystans 6 km i te przeszkody są do pokonania praktycznie przez każdego. Ale to raczej dlatego, że formuła zawodów wymusza na zawodnikach współpracę – oczywiście nie wszystkich, ale większości 🙂 Część przeszkód była skonstruowana w taki sposób, aby ich samodzielne pokonanie było praktycznie niewykonalne.

Limit czasu na pokonanie toru przeszkód wynosił 2 godziny. Na liście startowej Runmageddon Rekrut było 1500 zawodników, w tym ponad 400 kobiet. Więc całkiem dużo.

runmageddon-rekrut-9

Jeszcze nie ruszyliśmy, a już tacy zmoczeni – z Jackiem z Drużynowej Ligi Biegowej PKO BP, fot.: Jacek Bajorek

Tak naprawdę Runmageddon jest to zupełnie coś innego niż samo bieganie, ale też nie do końca jest jak crossfitowe czy boot campy. To taki swoisty miks wielu rodzajów aktywności sportowych.

Żeby szybko i samodzielnie pokonać tor przeszkód na Runmageddonie trzeba być niesamowicie sprawnym. Inni biegną tak jak ja, przy pomocy innych zawodników – mniej więcej w czasie około godziny.

Przeszkody o różnym stopniu trudności

Przeszkód na Runmageddonie było naprawdę sporo. Ja miałam nawet czasami wrażenie, że one się nigdy nie skończą, a te 6 km wydaje się jakby dłuższe niż normalnie.

Najprostsze do pokonana były bele słomy, podbiegi pod górę w miejscach zadrzewionych czy wskakiwanie i wyskakiwanie przez okna pustego domu. Dużo było błota, które najbardziej dało się we znaki w:

  • zasiekach, pod którymi  należało się czołgać, choć dużo łatwiej było pod nimi się prześlizgiwać – podobnie jak robak, a to dzięki porządnie zmoczonej ziemi,
  • dołach z wodą, a raczej bardzo mocno rozwodnionym błotem i wspinaczka po mokrej zwale gliniastej ziemi.

Były również przeszkody w postaci ścian, które trzeba było pokonać. Nie było to najłatwiejsze, ponieważ mokre drewno jest bardzo śliskie. Ale za sprawą współpracy udało mi się pokonać prawie wszystkie – poza jedną – ścianą z łańcuchami. Nie chciałam ryzykować i robiłam karne pompki.

Przeszkody wodne

Tych bałam się najbardziej, bo ja niezbyt pewnie czuję się w wodzie. Ale dałam radę, z czego jestem bardzo dumna.  Poza tym przeszkód wodnych było naprawdę dużo. A było brodzenie po wodzie sięgającej zarówno do pasa jak i wyżej, przenoszenie przez nie worków z piachem oraz przepłynięcie przez jedną z nich. Tę ostatnią pokonałam dzięki pomocy jednego z uczestników. I chyba tak naprawdę dzięki niemu, udało mi się pobiec dalej.

Duże wrażenie zrobiła na mnie tzw. lodowa przeszkoda, która okazała się kontenerem wypełnionym zimną wodą. I nie byłoby by w niej nic strasznego, gdyby nie to, że trzeba było się w tej wodzie zanurzyć i przejść pod znajdującej się w niej plandeką.

Ostatnią przeszkodą wodną był basen p.poż. I nie byłoby w nim nic takiego strasznego, gdyby nie jego pochyłe boki, których pokonanie samodzielnie było praktycznie niemożliwe. Z tego co widziałam na zdjęciach wczoraj były tam linki, których dzisiaj niestety nie było.

 

Pozostałe przeszkody

Noszenie opon, wdrapywanie się po przeszkodzie z opon czy linowej pajęczyny było tylko formalnością, choć dość wyczerpującą.

Całą imprezę oceniam bardzo dobrze. A ci, którzy są jeszcze niezdecydowani co do wzięcia w kolejnych edycjach udział, niech się lepiej nie zastanawiają i zapisują, bo warto. 6 września kolejna edycja Runmageddon Classic w Sopocie (10 km), a 30 listopada Runmageddon Hardcore na Torze Wyścigów Konnych w Warszawie (20 km).

 


Reklamy

2 thoughts on “Obtarcia, krew i siniaki, czyli pamiątki po Runmageddonie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s